Naloty dronów na rosyjskie porty naftowe wywołały najsilniejszy od początku wojny krach w eksporcie ropy z FR. Według danych Bloomberg, w tygodniu od 22 do 29 marca całkowity eksport ropy spadł o 43% — z 4,072 mln do 2,318 mln baryłek dziennie.
Liczby i fakty „czarnego tygodnia”:
- Odpływ tankowców: Z rosyjskich portów wypłynęły tylko 22 tankowce — o 15 mniej niż tydzień wcześniej.
- Paraliż Bałtyku: Eksport przez Bałtyk spadł do minimum: z Primorska wypłynęły tylko 4 tankowce, a z Ust-Ługi zaledwie 2.
- Straty finansowe: Mimo rosnących cen ropy, firmy naftowe straciły 1 miliard dolarów przychodów eksportowych w ciągu tygodnia. Wpływy spadły do 1,44 mld USD (z 2,45 mld USD tydzień wcześniej).
- Przyczyna: Nieustające pożary w Ust-Łudze (ataki 25, 27, 29 i 31 marca) oraz zniszczenie terminala Transniefti uniemożliwiły fizyczny załadunek surowca.
Podsumowanie analityczne:
Sytuacja na Bałtyku pokazuje krytyczną podatność rosyjskiego modelu eksportowego na „wojnę dronów”.
Paradoks cenowy: Strata 1 mld USD została odnotowana przy jednoczesnym wzroście światowych cen ropy. Średnia cena Urals wzrosła do 73,24 USD, ale z powodu fizycznego zniszczenia infrastruktury Rosja nie mogła zmonetyzować tego trendu. Zyski „na papierze” nie zrekompensują spalonych zbiorników.
Impis infrastrukturalny: Uszkodzenie terminali Transniefti to problem systemowy. Naprawa skomplikowanych urządzeń w warunkach sankcji jest niezwykle trudna. Bałtyk, przez który przechodzi niemal połowa eksportu ropy, stał się strefą działań wojennych. Wygeneruje to trwałą „premię za ryzyko”, która będzie obciążać budżet Rosji nawet po ewentualnym wznowieniu pełnych mocy przerobowych.