Operator gazociągu Nord Stream, w którym większościowe udziały posiada Gazprom, utrzymuje przed sądem, że wybuchy z 2022 roku mogły zostać dokonane przez osoby niepowiązane z żadnym rządem. Stanowisko to przedstawiono podczas procesu w Sądzie Najwyższym w Londynie, w którym szwajcarska spółka Nord Stream AG domaga się wypłaty 580 mln euro odszkodowania — podaje Financial Times.
Istota sporu prawnego:
- Stanowisko Nord Stream AG: Prawnicy firmy twierdzą, że dywersji dokonała niewielka grupa „podmiotów niepaństwowych” (zaledwie czterech nurków), którzy ręcznie zamontowali ładunki wybuchowe. Klasyfikacja zdarzenia jako aktu sabotażu cywilnego pozwala na wypłatę ubezpieczenia.
- Stanowisko ubezpieczycieli (Lloyd’s i Arch Insurance): Firmy odmawiają wypłaty, upierając się, że za atakiem stoi państwo (Ukraina, Rosja lub USA). Jeśli wybuch był aktem agresji państwowej, traktuje się go jako konsekwencję wojny, co wyłącza odpowiedzialność ubezpieczyciela zgodnie z umową.
Podsumowanie analityczne:
Proces Nord Stream AG w Londynie to rzadki przykład sytuacji, w której interesy finansowe państwowego giganta wchodzą w bezpośredni konflikt z państwową propagandą. Przez lata Moskwa na arenie międzynarodowej oskarżała o wybuchy „Anglosasów” i ukraińskie służby specjalne, nazywając to „aktem międzynarodowego terroryzmu państwowego”.
Jednak w brytyjskim sądzie taka retoryka oznacza utratę pół miliarda euro. Dlatego prawnicy Gazpromu są zmuszeni „obniżać rangę” katastrofy do poziomu czterech nurków-freelancerów. Stawia to stronę rosyjską w dwuznacznej sytuacji: albo narracja o spisku państwowym była przesadą na potrzeby telewizji, albo firma jest gotowa porzucić „geopolityczną prawdę” dla twardej waluty. Z kolei zachodni ubezpieczyciele paradoksalnie starają się udowodnić winę państw, aby uniknąć wypłaty gigantycznej sumy.